Społeczeństwo Wiadomości

Bractwo Guantanamo Bay

Tortury i nadużycia w Guantanamo nie zabiły naszego człowieczeństwa. To tylko go wzmocniło.

Arabia Saudyjska zgłasza 3747 nowych przypadków COVID-19, 3 zgony

Wychowałem się w rodzinie, która kładła nacisk na silne wartości religijne, takie jak braterstwo, współczucie i życzliwość. Zaobserwowałem również te moralności praktykowane w mojej małej wiosce w Jemenie. W domu iw szkole uczono mnie naśladować przykład proroka Mahometa (niech pokój będzie z nim), a szczególnie podobało mi się jego powiedzenie: „Zostałem posłany tylko w celu doskonalenia najwyższej moralności”.

Lata później, dopiero dzięki moim kontaktom z innymi więźniami w Guantanamo w pełni zrozumiałem, co to oznacza. Dzięki naszej wspólnej wierze nawiązaliśmy więź, której nie można było zerwać, nawet gdy przeszliśmy najbardziej straszliwe tortury i nadużycia.

Jesienią 2001 roku podróżowałem po Afganistanie, kiedy zostałem porwany przez lokalnych watażków, przedstawiony siłom amerykańskim jako „starszy egipski agent al-Kaidy” i sprzedany im. Miałem zaledwie 18 lat. Niedługo potem, w lutym 2002 roku, zostałem przeniesiony do Guantanamo.

Podobnie jak inni więźniowie nie wiedziałem, gdzie jestem, dlaczego tam byłem, dlaczego ciągle było bicie i krzyczenie. Byłem zdezorientowany, przerażony, zły i często buntowałem się przeciwko ciągle zmieniającym się regułom. Będąc w więzieniu przez 14 lat, zasadniczo dorastałem w Guantanamo. Często wspominałem lekcje, których mnie uczono w dzieciństwie, a nawet podczas nieustannego maltretowania, zastanawiałem się nad tradycją i naukami Proroka o charakterze moralnym.

Po wieloletnim wspólnym życiu, przenoszeniu z jednego obozu w Guantanamo do drugiego, z prowizorycznych cel do izolatek i cel więziennych, my, więźniowie, rozwinęliśmy zwartą społeczność. Mieliśmy wspólne życie, kulturę i wspomnienia. Przeszliśmy przez to wszystko razem, na dobre lub na złe, i staliśmy się rodziną.

W 2010 roku, kiedy zostaliśmy przeniesieni do wspólnego życia w Obozie 6, nasza więź pogłębiła się. Było mniej przesłuchujących i strażników, zasady obozowe zostały złagodzone, aby dać nam więcej swobody, i zaczęliśmy bardziej kontaktować się ze sobą, a także z personelem obozowym.

Zamiast modlić się w oddzielnych klatkach, mogliśmy modlić się zbiorowo w rzędach, jak w meczetach. Zamiast jeść na własną rękę, mogliśmy cieszyć się wspólnym posiłkiem, tak jak w domu z rodziną. Zamiast grać samą piłką nożną, mogliśmy grać w zespołach, tak jak poza więzieniem. I zamiast codziennie rozmawiać z tymi samymi sąsiadami w klatkach, mogliśmy teraz rozmawiać z dziesiątkami więźniów w różnych blokach.

Nie mieliśmy wiele, ale mieliśmy siebie. Kiedy więźniowie dzwonili do siebie, mówili „nasi afgańscy bracia”, „nasi jemeńscy bracia” i tak dalej. Uczyliśmy się i uczyliśmy się od siebie na wiele różnych tematów i tradycji kulturowych. Zapożyczyliśmy najlepsze cechy ze swoich kultur. Arabowie zaczęli zachowywać się jak Afgańczycy, a Afgańczycy zaczęli zachowywać się jak Arabowie.

Nic dziwnego, że przesłuchujący próbowaliby nas zwrócić przeciwko sobie. Były bloki więzienne, w których większość zatrzymanych stanowili Arabowie lub Afgańczycy. Pewnego dnia, kiedy śledczy chcieli mnie odizolować, przenieśli mnie do bloku afgańskiego, myśląc, że moje życie będzie trudniejsze, ponieważ nie ma Arabów, z którymi mógłbym porozmawiać.

Nie wiedzieli, że jeśli wylądujesz w bloku z grupą, która nie jest twoją własną grupą, będziesz miał szczęście. Będziesz traktowany jak ich gość, dopóki tam będziesz, a oni będą starali się cię pocieszyć w każdy możliwy sposób.

I to właśnie mi się przydarzyło. Afgańczycy traktowali mnie jak członka rodziny. Skończyło się na tym, że uczyłem arabskiego niepiśmiennego afgańskiego więźnia i słuchałem pięknej poezji innego – afgańskiego poety i piosenkarza po sześćdziesiątce, który napisał dwa tomiki wierszy w paszto w Guantanamo. Zawsze śpiewał swoją poezję dla bloku i śpiewał też dla mnie.

Ponieważ większość więźniów w obozie stanowili Arabowie, wielu z nich było zaangażowanych w protesty i opór przeciwko torturom i nadużyciom. Na początku większość Afgańczyków i więźniów innych narodowości starała się nie angażować. Administracja obozowa odebrała to jako przejaw strachu i próbowała to wykorzystać do tworzenia podziałów.

Pewnego dnia przybył tłumacz pasztoński, aby rozdać kartki papieru tylko dla afgańskich więźniów. Napisane na nim w paszto i dari było słowo „hipokryci” ze zdjęciami arabskich więźniów. Pierwszy afgański więzień, który otrzymał tę gazetę, rzucił ją w tłumacza i splunął na niego. Śledczy naprawdę nie rozumieli naszego bractwa. Dali się zwieść myśleniu, że mogą nas zmienić.

Im dłużej byliśmy razem, tym silniejsza była nasza więź. Trudy, tortury i maltretowanie, których doświadczyliśmy, połączyły nas i wzmocniły nasze koleżeństwo. Wypracowaliśmy wyjątkową formę solidarności.Kiedy przesłuchujący torturowali jednego z naszych braci, większość z nas przestawała z nimi rozmawiać. Nigdy nie było to skoordynowane i nikt nam tego nie kazał – po prostu czuliśmy się zobowiązani, by stanąć w obronie naszych cierpiących braci.

W rzadkich chwilach radości też byliśmy razem. Wszyscy świętowaliśmy, gdy więzień otrzymał dobre wieści, zwłaszcza gdy jedno z ich dzieci wyszło za mąż lub gdy zostali dziadkami. Wspólnie obchodziliśmy nasze święta religijne. Pościliśmy razem w święty miesiąc Ramadan i zaznaczyliśmy Id al-Adha. A kiedy więźniowie zostaną przeniesieni z Guantanamo, odbędzie się wielka uroczystość.

Strażnicy i inni pracownicy obozu byli zaskoczeni naszym zachowaniem. Powiedziano im, że spotkają najgorszych z najgorszych – zabójców, „terrorystów”, potwory, które w ciągu sekundy potrafiły skręcić im kark. Kiedy strażnicy zaczęli z nami pracować i rozmawiać, ich poglądy całkowicie się zmieniły. Wielu więźniów i strażników nawiązało silne przyjaźnie, a niektórzy ze strażników przeszli nawet na islam.

Więzy, które utworzyliśmy i dobry charakter moralny, którego byłem świadkiem u każdego z moich współwięźniów, pokazały mi moc nauk Proroka. Islam opiera się na doskonaleniu relacji między nami a naszym Stwórcą (Allahem), ale także relacji z nami, naszymi rodzinami, sąsiadami i wszystkimi, którzy mogą nas otaczać – w tym naszymi wrogami.

Te więzi są ze sobą powiązane, współzależne i kształtują to, kim jesteśmy i kim się stajemy. Wyzywają nas, pielęgnują nas i wzmacniają nawet w trudnych chwilach. Nauczyłem się, że nawet jeśli nie możemy kontrolować tego, co się z nami dzieje, nawet jeśli inni porzucają swoje człowieczeństwo, musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby zachować nasze. Wciąż mamy moc ucieleśniania wysokiej etyki moralnej jako jednostki i nasze wzajemne relacje. W Guantanamo codziennie praktykowaliśmy wskazania Proroka.

Poglądy wyrażone w tym artykule są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko redakcyjne.

Bractwo Guantanamo Bay